Life Style

Kiedy bardzo czegoś chcesz, czyli jak zrealizowałam najważniejsze postanowienia noworoczne

postanowienia noworoczne

Zbliżamy się do końca 2017 roku, to czas podsumowań i planów na rok kolejny. Czy Wam to też tak szybko zleciało? Ja jeszcze pamiętam jak oglądałam fajerwerki rok temu, jakby to było wczoraj. A już szykuję się do kolejnego nowego roku.

Postanowień noworocznych małam kilka, nie wszystkie oczywiście udało mi się zrealizować. Niektóre z nich były na starcie przegrane. Oczywiście chodzi o te najbardziej oklepane jak: schudnąć 5 kilogramów, nie jeść słodyczy, ćwiczyć. Udało się za to bardzo ruszyć do przodu, a może ruszyć z miejsca?

Prawo jazdy

Od 19 roku życia próbowałam zrobić prawo jazdy. Teraz mam 23 lata. Od sierpnia jestem szczęśliwym posiadaczem tego wspaniałego dokumentu i samochodu.

Wcześniej nie udało mi się tego wykonać z kilku prostych przyczyn:

1. Po pierwszym niezdanym egzaminie miałam traumę i nie chciałam dalej tego robić.
2. W wieku 19 lat nie dojrzałam do posiadania prawa jazdy.
3. Po każdej nieudanej próbie czekałam pół roku. A raczej odpoczywałam.
4. Uparłam się na jedno miejsce zdawania egzaminu.
5. Czułam się niepewnie za kierownicą ale to ukrywałam.
6. Każdy niezdany egzamin brałam za bardzo do siebie.

Jak zapewne wiecie, na egzaminie liczy się szczęście i umiejętności oraz dobry humor egzaminatora. Zdarzało się, że egzaminator był okej, a moje umiejętności już mniej. Jak wiadomo, wszystkie porażki można zwalić na przyczyny zewnętrzne (On się na mnie uwziął itd., itd.). Tak też robiłam. Przez 4 lata. Aż do tego roku. W tym roku obiecałam sobie, że na następnego sylwestra pojadę samochodem w jakieś piękne miejsce. Zaczęłam zbierać na samochód, aby się bardziej zmotywować. Kolejną motywacją była wiadomość o remoncie kolei w mojej okolicy i zamknięciu przejazdów na niektórych odcinkach (a raczej na prawie całej linii, przez następne dwa lata). I to było to. Gdyby nie ten remont, gdyby nie moje przeświadczenie, że będę codziennie jeździła autobusem do pracy (błędne przeświadczenie, jak się okazało potem), dalej nie miałabym tego dokumentu. W strachu przed stratą 4 godzin dziennie na dojazdy, postanowiłam wyznaczyć sobie deadline. Przygotować plan działania. I tak, do końca sierpnia musiałam zrobić prawo jazdy. I próbować aż do skutku.

Jak mi się to udało?

1. Zapisałam termin wyraźnie w moim notesie, telefonie, komputerze. Wszędzie gdzie się dało. 31 sierpnia 2017 – deadline zrobienia prawa jazdy.
2. Postanowiłam zmienić miasto, w którym będę zdawała egzamin. Odcięłam się od wszelkich wspomnień, nauk i całych 4 lat prób w Warszawie.
3. Zaplanowałam dokładnie w jakie dni i po ile godzin będę jeździła. Wzięłam dużo więcej jazd doszkalających niż to potrzebne. Jeździłam, jeździłam i jeździłam.
4. Odrazu, jak poczułam się gotowa, zapisałam się na egzamin.

I zdałam go. Za pierwszym podejściem w nowym miejscu. Na początku sierpnia 2017 roku. Udało mi się. Miałam jeszcze miesiąc zapasu. Gdy wyszłam z egzaminu płakałam jak małe dziecko , tak bardzo byłam z siebie dumna. I choć minęło tyle czasu, nadal jestem. Codziennie gdy wsiadam do mojego Szaraka czuje dumę. I uwielbiam jeździć. Nawet nie pamiętam już, jak to było bez tego dokumentu. Człowiek tak szybko się przyzwyczaja do dobrych rzeczy.

Oficjalny, poważny start bloga

Tak, ta mała cześć Internetu także jest moją wielką radością i dumą. Od roku chciałam zacząć pisać, coś nawet próbowałam. Nigdy w życiu, nikt nie był na tamtej stronie na blogspocie. Nikt przez rok nie przeczytał mojego tekstu, bo ja sama nie brałam go na poważnie. Jakoś po moich urodzinach, w kwietniu, zapragnęłam mieć prawdziwego bloga. Stało się tak pod wpływem czytania innych blogów i znalezienia mnóstwa informacji o tym jak się za to zabrać. Więc w weekend majowy postawiłam stronę. Sama, ucząc się wszystkiego z Internetu. Zrobiłam wszystko zgodnie ze wskazówkami i zaczęłam pisać. Potrzebowałam usiąść nad tym przez te trzy dni wolne. Potrzebowałam impulsu, jakim są grupy na facebook’u, w których dziewczyny się chwalą swoimi stronami. Zrobiłam to tak samo jak w przypadku prawa jazdy: deadline, plan, próba realizacji planu. Wszystko zawsze muszę mieć rozpisane. Krok po kroku. I zawsze muszę mieć to w widocznym miejscu. Tak żebym czuła wyrzuty sumienia gdy nie wykonam tego co trzeba z lenistwa. Ciągle się uczę tych wszystkich blogerskich, socialmediowych zasad i sprawia mi to ogromną przyjemność. I mam ochotę na więcej.

Jakie Ty zrealizowałeś plany w 2017 roku? Jak udało Ci się je osiągnąć? Podziel się w komentarzu!

Podoba Ci się? Podziel się:
20

One thought on “Kiedy bardzo czegoś chcesz, czyli jak zrealizowałam najważniejsze postanowienia noworoczne

  1. A mi się udał po prostu przeżyć ten rok w zdrowiu i powoli zmieniać swoje podejście do życia a to jak dla mnie dużo.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *