Produktywność

Dlaczego wybrałam planer analogowy?

PLANER

W dobie mnóstwa aplikacji, telefonów uzdolnionych bardziej niż niejedno z Nas, przepięknych płaskich i lekkich komputerów oraz tabletów niczym zeszyty, wybrałam staroświecko planer.

Dlaczego taki applowski świr, jak ja, wybiera zwykły zeszyt do planowania sobie pracy, czasu wolnego, spełniania marzeń? Odpowiedź jest prosta. Bo nie jest skomplikowany. Bo nie ma mnóstwa opcji. Bo nie pika, nie wysyła powiadomień gdzie się da. Bo wykreślasz zrobione zadania (a to jest najwspanialszym uczuciem na świecie). Bo mój planer w zeszycie mogę układać jak chce. Może być jednocześnie: kalendarzem, zbiorem list do zrobienia, list zakupów, list książek do przeczytania, notatnikiem, pamiętnikiem, habitrakerem (coż za mądre słowo). Bo mogę sobie w nim napisać „Nie popisałaś się Ada, zmarnowałaś cały dzień”. Gdzie ja sobie to napiszę w aplikacji typu Any.do czy inne Wonderlisty? Gdzie ja sobie zrobię te wszystkie wspaniałe tabelki, listy, spisy pomysłów w tych aplikacjach? No, nie da rady (chyba, że będę używała całego mnóstwa aplikacji na raz).

I tak właśnie po przetestowaniu wszystkich możliwych aplikacji na system iOS stwierdziłam, że nic się nie uda. Nie dam rady tam planować. Za dużo rzeczy w aplikacji trzeba uzupełniać, odznaczać. Jest jeszcze jedna poważna wada całkowitej pracy na urządzeniach mobilnych. Internet. Tu sobie planujesz, a tu nagle, hopsa! Ale śmieszny filmik na Youtube, jeszcze tylko sprawdzę co ten kolo robił przez całe życie, jakie ma jeszcze filmiki i wracam do planowania. I tak, po 10 godzinach w czeluściach Internetu, nagle przypominasz sobie, że planowałeś zadania na kolejny dzień. No nie, nie da się. W planerze, jedyne co może Cię rozproszyć to, to czy sobie kwiatka namalujesz albo jakoś upiększysz tą stronę. Oczywiście, o ile masz takie zdolności, ja ich nie posiadam, więc jestem bezpieczna.

Jaki planer wybrać?

To było moje kolejne zmartwienie. Wpisz sobie planer, kalendarz w Google. Wyskoczy Ci tysiące wyników. Wszystko piękne, czarno-białe albo pastelowe. I już, ta myśl: „Jak to pięknie będzie na Instagramie wyglądało”. Może i będzie wyglądało. Niestety po otwarciu zobaczysz jedno: schematy. Kolejne zapisane już strony, do wypełnienia zgodnie z życzeniem autora. Już myślałam, że zwariuje i nie zrobię nic wielkiego do końca życia. Już straciłam nadzieje na podbój świata. Jednak nagle wpadłam na blog Worqshop a tam Bullet Journal. To było to. Oczywiście, jestem za bardzo leniwa, żeby sobie robić jakieś znaczki, obrazki, kolorowanki i inne tego typu rzeczy. Ale sama idea pustego zeszytu, z którym możesz zrobić co chcesz, jest idealna. W sensie, WOW! Pusty zeszyt! A Ty tam zapisujesz wszystko. Genialne w swojej prostocie. Odkrycie roku! Jak mogłam na to nie wpaść wcześniej!

Mam przeczucie, że zaraz po mnie bullet journal odkryła Ola, Pani Swojego Czasu, i zrobiła coś genialnego. Oczywiście we współpracy z Kasią z Worqshop. Planer pełen czasu. Nie jest do końca pusty. Ma spis treści i takie strony na planowanie miesięcy. A dalej, raj! Puste strony w kropeczki. Nie znalazłam nigdy nic piękniejszego. Oczywiście, mój stary niebieski zeszyt w kropeczki zmienił status z centrum dowodzenia na brudnopis do bazgrania w pracy. Tym sposobem, mam nowe centrum dowodzenia. I zaglądam tam codziennie, i codziennie wykonuje zadania. I jest mi super. Bo nie ma nic wspanialszego niż kartka i długopis do planowania. Planer Pełen czasu możesz kupić tutaj.

PLANER

Podoba Ci się? Podziel się:
20

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *