FilmKultura

TO, czyli o tym jak czerwony balon z oczekiwaniami pęka

TO

Nie wiem, czy powinnam pisać o filmie, który widziałam w połowicznie, czyli zerkając zza kurtki. Mimo przerażenia, jakie budził we mnie obrzydliwy klaun, pojawiało się pytanie „Ile trwa ten film?”. Widziałam ludzi wychodzących z kina. Więc nie było za dobrze. W po obejrzeniu, nie wiadomo co to jest „To”, ani o co w ogóle chodzi. Dla niektórych dobra wiadomość jest taka, że będzie kolejna część. Ja podziękuję, przeczytam książkę.

⭐️⭐️⭐️⭐️ 

To: 4/10

Tak, wiem. Jest to dosyć sprzeczne, że narzekam na nudę, jednocześnie przyznając się, że bałam się tak bardzo, że nie oglądałam całego filmu. Jednak to, że w nocy nie będę spała, ze względu na momenty akcji, nie oznacza, że film jest dobry. Dla mnie, to żaden wyznacznik. Jeśli chodzi o obraz. Jeśli boję się w ciemności po przeczytaniu książki, to już zupełnie co innego. Książka była wtedy dobra. Inną sprawą jest to, że ja po po prostu nie znoszę horrorów. To trochę żałosne, że wiedząc co się stanie, kiedy bohater wejdzie do ciemnego pomieszczenia, nadal skaczę na fotelu widząc twarz mordercy/klauna/czegokolwiekcojestzłe wyłaniającego się z ciemności.

Niestety ciężko jest mi przedstawić bohaterów filmu, czy historię. Nie widziałam tam nic wartego uwagi. Jedno dziecko znika, za nim znikają kolejne. Wiadomo od początku, że nie jest to prawdziwy porywacz. Nie wiadomo do końca co jest prawdą, a co nie. Grupa przyjaciół, a raczej zlepka dzieci z kłopotami, chce walczyć z tym co zagraża miastu. Bywa naprawdę zabawnie. Jednak pierwsza godzina filmu to totalna n u d a. Nie dzieje się tam zupełnie nic.

Może problem jest taki, że spodziewałam się więcej. Spodziewałam się braku tchu, wspaniałej fabuły, intrygi? Nic takiego tam nie dostaniecie. Jedyne co ujrzycie na ekranie, podczas tego seansu, to obrzydliwy klaun i inne brzydkie obrazki. Nie ma tam też przesłania, chyba, że banalne „Jeden za wszystkich, wszyscy za jednego”. Mimo mojego rozczarowania, koniecznie chce przeczytać książkę. Muszę się przekonać, kto popełnił błąd. Czy od początku ta historia była skazana na niepowodzenie, czy zepsuła się podczas ekranizacji.

A Wy widzieliście już TO? Podzielcie się wrażeniami!

Na poprawę humoru, po tym mało optymistycznym poście – słodki mopsik!

to mops

 

Podoba Ci się? Podziel się:
20

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *